• O kuchni bez filozofii
  • O mnie i o nas
  • O naszych sierściuchach

Kuchnia bez filozofii

~ …ale za to z kotami :)

Kuchnia bez filozofii

Category Archives: własne przepisy

Słodkości: Domowa nutella

22 Wednesday May 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in bakalie, czekolada, mleko, nabiał, orzechy laskowe, słodkości, własne przepisy

≈ Leave a comment

Pozwolę sobie używać nazwy “nutella” z nadzieją, że nie zostanę pozwana za to 😉 Ale prawda jest taka, że to, co udało mi się wyczarować, naprawdę smakowało jak najprawdziwsza nutella, choć miało przyjemniejszy, bardziej czekoladowy zapach i przy okazji oszczędziło nam konserwantów, utwardzaczy czy szkodliwych olejów, które znajdują się w nutelli.

Taką domową nutellę można jeść normalnie łyżką prosto z pojemniczka, można nią posmarować chleb lub użyć jej do muffinek czy jakiegokolwiek innego deseru. Należy ją przechowywać w lodówce nie dłużej niż tydzień ze względu na zawarte w niej mleko. Po wyjęciu z lodówki jest miękka i gotowa do jedzenia, nie trzeba czekać aż zmięknie.

Moim zdaniem jest doskonała. Polecam użyć naprawdę dobrej jakości gorzkiej czekolady – to od jej smaku tak naprawdę będzie zależał smak całej nutelli. Użyłam czekolady Lindta o zawartości kakao 70% i wydaje mi się, że nie ma sensu sięgać po bardziej kakaową. Minimalna ilość kakao to 60%. Czekolada Lindta kosztuje wprawdzie 2x więcej niż Wedla, ale jest dużo smaczniejsza i ma bardziej przyjazny skład 🙂

Domowa nutella na pełnoziarnistym pieczywie

Domowa nutella na pełnoziarnistym pieczywie

Składniki:

  • 120 g orzechów laskowych
  • 100 g gorzkiej czekolady (Lindt 70% kakao)
  • ok. 40 g białej czekolady (2 rządki)
  • 100 g cukru trzcinowego
  • ok. 70-80 g dobrego masła o zawartości 82% tłuszczu
  • 100-150 ml tłustego mleka, najlepiej świeżego

Na początek rozgrzewamy piekarnik do 150°C. Orzechy wykładamy na papier do pieczenia i pieczemy przez ok. 8-10 minut. Zauważymy, że skórki zaczynają pękać. Trzeba pilnować, by się nie spaliły. Po ostudzeniu wrzucamy orzechy do ściereczki (robimy taki tobołek) i pocieramy nimi o siebie. Nie muszą zejść wszystkie skórki, jak część zostanie, to też nic się złego nie stanie 🙂 Pamiętajmy jednak, że duża ilość skórek od orzechów może uczynić naszą nutellę gorzką. Orzechy można również uprażyć na suchej patelni.

Cukier mielimy blenderem na pył. Niektóre roboty kuchenne mają w instrukcji napisane, że nie należy mielić w nich cukru (nasz tak ma), więc bądźmy ostrożni, żeby nie zniszczyć robota. Ja w celu zmielenia cukru użyłam ręcznego blendera i dołączonego do niego wysokiego pojemnika (cukier się bardzo pyli).

Czekolady połamać na kostki. Mleko wlać do rondelka i włożyć do niego czekolady i masło. Podgrzewać na małym ogniu, dopóki czekolada się całkowicie nie rozpuści, cały czas mieszając. Nie gotować.

W międzyczasie obrane ze skórek i wystudzone orzechy wrzucić do malaksera wraz z cukrem. Bardzo hałasują 😉 Mielić je tak długo, aż zaczną się zbijać w duże grudy i wytrąci się z nich tłuszcz (trwa to od 2 do 4 minut w zależności od mocy roboty i prędkości siekania). Zebrać je ze ścianek malaksera i dolać do tego rzadką masę mleczno-czekoladową.

Całość miksować jeszcze przez kilka minut aż się dokładnie połączy.

Ciepła masa będzie bardzo rzadka, ale w lodówce zastygnie, więc nie zrażajmy się tym. To najlepszy moment, by spróbować i potem z satysfakcją oblizywać palce 🙂

Nutellę przełożyć do szczelnego pojemnika i wystudzić, po czym włożyć do lodówki.

Tak wygląda po zastygnięciu :)

Tak wygląda po zastygnięciu 🙂

Z tych proporcji wychodzi nam ok. 500 ml nutelli. To dość sporo, zwłaszcza, że trzeba to szybko zużyć, ale obiecuję Wam, że się nie zmarnuje.

Masa z bliska

Masa nutellowa z bliska

Omnomnomnomnom...

Omnomnomnomnom…

Advertisements

Perfekcyjne frytki

24 Wednesday Apr 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in fast food, frytki, osobiste, własne przepisy, ziemniaki

≈ Leave a comment

Nareszcie! Nareszcie udało mi się zrobić idealne frytki. Chrupkie z zewnątrz, miękkie w środku, sztywne, nieprzesiąknięte tłuszczem, ale też nie wysuszone.

Ale zacznijmy najpierw od pewnej przeszkody, która dotychczas dość mocno uniemożliwiała mi przygotowanie dobrych frytek – NIENAWIDZĘ gotować ziemniaków. Nie cierpię po prostu. Ani na kuchence gazowej nie potrafiłam ocenić czasu ich gotowania, ani na kuchence indukcyjnej nie potrafię. Nigdy nie umiem dobrać odpowiedniej ilości soli i zawsze biorę za mały garnek.

Z tego też powodu do każdego obiadu robiliśmy sobie zawsze puree z różnymi przyprawami, z żółtym serem itp. Nie zrozumcie mnie źle – super sprawa, ale dla takiego frytkomaniaka jak ja, to za mało.

Próbowałam mnóstwa możliwości – robiłam paczkowane w oleju, paczkowane w piekarniku, ze zwykłych ziemniaków w oleju, ze zwykłych ziemniaków w piekarniku, używałam koszyczka do smażenia na głębokim tłuszczu i przypraw i oliwy, najróżniejszych rodzajów oleju itp., itp. Porażka na całej linii.

Ale spójrzcie na to:

Idealne frytki

Idealne frytki

Składniki:

  • ziemniaki (według uznania, ale ok. 1kg powinien wystarczyć w zupełności)
  • olej roślinny (ok. 1-2 łyżek stołowych, ale może być mniej)
  • sól (opcjonalnie)
  • przyprawy (opcjonalnie)

Nigdy bym nie pomyślała, że frytki z piekarnika będą takie pyszne. 

Anyway, ziemniaki obieramy, opłukujemy i kroimy w słupki. Gotujemy NA PARZE. Ha, oto cały mój sukces. Naprawdę bardzo, bardzo lubię mój nowy parowar. Na najniższym poziomie gotowałam je ok. 10 min – tak, żeby były jeszcze lekko twardawe w środku, ale podgotowane na brzegach.

Do szerokiej miski wlewamy olej. Możemy wmieszać do niego przyprawy, np.: paprykę ostrą, paprykę słodką, sól, pieprz itp. Ja najbardziej lubię wersję, którą po prostu posypuję solą na talerzu.

Potem na blachę wykładamy papier do pieczenia i wysypujemy na niego ziemniaczki wymieszane w oleju i w przyprawach. Starajcie się, by nie leżały one na sobie – najlepiej się spieką, jeśli będą leżeć jedną warstwą.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy ok. 20 minut, mieszając je w trakcie kilka razy. Będziecie widzieć, że są gotowe 🙂

Idealne frytki

Omnomnomnomnom :)

Omnomnomnomnom 🙂

Smoothie: Mieszanka witaminowa o niezbyt zachęcającym kolorze

18 Monday Mar 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in banany, borówki amerykańskie, brokuły, kiwi, owoce, smoothie, warzywa, własne przepisy

≈ Leave a comment

Jak często macie do czynienia z jedzeniem, które nie wygląda szczególnie zachęcająco, a okazuje się być absolutnie przepyszne (i do tego bardzo zdrowe)? Wystarczy przypomnieć sobie, jak wygląda zasmażany rozdrobniony szpinak albo chili con carne. Widok zdecydowanie bez szału.

Oto jak wyglądał mój dzisiejszy brunch:

Smoothie brokułowe z bananem i kiwi

Smoothie brokułowe z bananem, borówkami amerykańskimi i kiwi

Przy okazji można zobaczyć w końcu tę “kuchnię z kotami”. Szklanka stoi na pufie, która chwilę wcześniej została przeze mnie “odkłaczona”. I taki jest właśnie efekt tego odkłaczania. Cóż – when you have a cat, everything is a cat.

Składniki:

  • różyczki z jednego małego brokuła (sądzę, że łodygę też można by było użyć, ale nie chciałam ryzykować dzisiaj)
  • 1 duży, dojrzały banan
  • 1 kiwi
  • 70 g borówek amerykańskich
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • woda mineralna

Jak widzicie, zupełnie przez przypadek wychodzi z tego przepisu w stylu wegańskim. Na szczęście mnie to nie interesuje 🙂

Różyczki umyć i wrzucić do blendera. Dolać wody (ok. jedna szklanka) i zmiksować na w miarę gładką masę. Banana i kiwi obrać i pokroić na mniejsze kawałki. Wrzucić do blendera wraz z borówkami i siemieniem lnianym. Dokładnie wszystko zmiksować.

Smoothie może się okazać zbyt gęste, wtedy należy po prostu dolać więcej wody. Jeśli będzie zbyt rzadkie, najlepiej dodać jeszcze pół banana albo po prostu wypić rzadkie. Ja zazwyczaj wolę zdecydowanie rzadsze.

Składników w tym smoothie nie udało mi się całkowicie zmiksować i przyznaję, że jest to jego spory plus – można sobie je trochę “pochrupać” w trakcie picia.

24 - smoothie brokułowe2

Oczywiście, jeśli komuś nie odpowiadają pływające kawałki bananów czy siemienia lnianego, może po prostu miksować to dłużej i na większej mocy.

A pozostając w dobrym tonie zdrowego odżywiania, Tylda dzisiaj upolowała i zjadła kawałek żwirku silikonowego, a Azot zjadł kawałek styropianu. Na danie główne był Royal Canin, ale jak to tak bez przystawki 🙂

Zupki: Zupa pomidorowa po studencku

13 Wednesday Mar 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in drób, koncentrat pomidorowy, marchewki, mięso, parówki, pietruszka, pomidor, przecier pomidorowy, ryż, warzywa, własne przepisy, włoszczyzna, zupa

≈ 1 Comment

Dziś niestety bez zdjęcia, ponieważ efekt końcowy zupy nie jest szczególnie fotogeniczny. A szkoda, ponieważ sama zupka wychodzi pyszna, bardzo pożywna i tak jak napisałam – bardzo studencka.

Co oznacza “zupa po studencku”? To oznacza, że robimy wielki gar bardzo konkretnej, bardzo gęstej zupy, która będzie służyć dwóm osobom przez 4 dni na obiady i kolacje. I prawdopodobnie zostanie jeszcze trochę do zamrożenia 🙂 Taką zupę wsuwamy z chlebem, wrzucamy do niej dużo warzyw, zabielamy śmietaną itd.

Zupy po studencku w moim wykonaniu to najczęściej: pomidorowa, żurek, ogórkowa oraz grochowa.

Składniki na 5l garnek zupy pomidorowej:

  • 1kg mięsa drobiowego (porcja rosołowa, nogi, skrzydełka etc.)
  • 4 marchewki
  • 2 średniej wielkości pietruszki
  • pół selera
  • jasna część pora
  • 3 liście laurowe
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • 3/4 szklanki ryżu długoziarnistego
  • 2 przeciery pomidorowe
  • 2 średnie koncentraty pomidorowe (200 g)
  • drobna Vegeta (ok. 4 łyżki stołowe)

Mięso dokładnie opłukać i zalać zimną wodą nieco ponad połowę wysokości garnka. Można posolić (zwłaszcza, jeśli chcemy je potem zjeść :)). Gotować na dość dużym gazie do czasu, kiedy zbiorą się szumowiny. Odszumować*. W tym momencie dodać ziele angielskie i liście laurowe, a także pora, po czym zmniejszyć moc palnika.

Warzywa (marchew, seler i pietruszkę) obrać, umyć i pokroić w drobną kostkę. Można to zrobić w robocie ze specjalną funkcją krojenia w kostkę, w malakserze albo (gorsze rozwiązanie) zetrzeć na tarce (również w robocie). Moim zdaniem akurat do zupy pomidorowej warzywa starte na tarce nie pasują, muszą być drobno pokrojone.

Kiedy mięso będzie ugotowane, wyjąć je wraz z porem. Liście laurowe i ziele angielskie można zostawić, choć trzeba się potem liczyć z tym, że będą pływać w talerzach 🙂 Do wywaru wrzucić warzywa oraz ryż jednocześnie. Gotować, często mieszając (trzeba uważać przede wszystkim na ryż przyklejający się do dna garnka), aż warzywa zmiękną.

Dodać przeciery pomidorowe oraz koncentraty. Żeby dobrze rozpuścić koncentraty, najlepiej jest w tym celu użyć łyżkę cedzakową (tę, której używaliśmy do zbierania szumowin) i zbierać na niej pływające kawały koncentratu, po czym rozcierać je zwykłą łyżką.

Jeśli zupa będzie zbyt gęsta (albo nie będzie zajmować całego garnka), dolać wody. Lepiej, by pod koniec gotowania zupa była bardziej rzadka, ponieważ przez noc ryż i tak wchłonie zdecydowaną większość wody. Na tym etapie można zupę spróbować i jeśli jest niedostatecznie “konkretna” w smaku, dodać Vegety.

Pamiętajmy, by po dodaniu każdego składnika zupę dokładnie przegotować.

Podawać ze śmietanką i chlebem. Można na talerz skroić w drobną kostkę parówki albo dodać mięso z gotowania wywaru, żeby było jeszcze bardziej konkretnie. 😉

*Słyszałam, że podobno nie powinno się tego robić. Ale jeśli kupujecie mięso tak, jak ja – w markecie, to odszumować trzeba zawsze. Jeśli macie dostęp do dobrej jakości wiejskiego drobiu, to absolutnie nie ma potrzeby tego robić. Prawdopodobnie szumowiny nawet się wtedy nie pojawią. 

Słodkości: Sernik na zimno z galaretką

07 Thursday Mar 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in borówki amerykańskie, brzoskwinie, ciasto, jogurt naturalny, mandarynki, nabiał, owoce, serek homogenizowany, sernik, słodkości, twaróg, własne przepisy

≈ Leave a comment

Ach, sernik na zimno. Pyszny, słodki, idealny na lato, absolutnie uniwersalny. Pyszny zarówno z owocami, jak i z samą galaretką. Dzisiaj na dwa sposoby 🙂

Sernik na zimno z galaretką na spodzie ciasteczkowym

Sernik na zimno z galaretką na spodzie ciasteczkowym

Składniki:

  • mała paczka biszkoptów albo ciastek maślanych
  • 50g masła
  • 500g chudego twarogu do sernika (u mnie praktycznie zawsze taki, dostępny m.in. w Tesco)
  • 20g żelatyny
  • 200g cukru
  • 2 smakowe serki homogenizowane 125g (mogą być truskawkowe, brzoskwiniowe, waniliowe, czekoladowe…)
  • mały jogurt naturalny
  • ulubiona galaretka
  • opcjonalnie: owoce (poza kiwi oraz świeżym ananasem)

Tortownicę średniej wielkości wyłożyć papierem do pieczenia. Ciacha rozkruszyć wałkiem albo w malakserze. Masło roztopić i wymieszać z ciasteczkami. Masą ciasteczkową wyłożyć spód tortownicy i ugnieść. Włożyć do lodówki na czas przygotowywania masy serowej.

Twaróg, serki homogenizowane i cukier szybko zmiksować lub dokładnie wymieszać łyżką. Żelatynę dokładnie rozpuścić w niewielkiej ilości wody (ok. 1/4 kubka). Stopniowo łyżeczką dodawać do żelatyny jogurt naturalny i mieszać, by nie robiły się grudki. Dzięki temu żelatyna się ostudzi. Następnie wlać żelatynę z jogurtem do masy twarogowej, po czym szybko i dokładnie zmiksować. Nie miksujemy długo, żeby nie napowietrzać masy twarogowej.

Całą masę przełożyć do tortownicy i wyrównać łyżką (będzie dość rzadka, więc może nie być takiej potrzeby). Wstawić do lodówki na przynajmniej godzinę do dwóch (czyli aż się zetnie). Galaretkę rozpuścić w nieco mniejszej ilości wody niż będzie napisane na opakowaniu (czyli ok. 400 ml) i wystudzić.

Na zastygniętą masę serową można położyć borówki amerykańskie, brzoskwinie z puszki, rodzynki, truskawki, banany… W zależności od upodobań. Ja dorzucam również borówki do samej masy serowej, jak widać na zdjęciu. Na ułożone owoce wylać galaretkę i odstawić z powrotem do stężenia, przynajmniej na godzinę.

Wariacja tego sernika, wymyślona przez moją mamę, uwzględnia biszkopt. Jako że ja i biszkopt nie lubimy się specjalnie, kupuję gotowy.

Sernik na zimno z galaretką na biszkopcie

Sernik na zimno z galaretką na biszkopcie

Składniki nie różnią się szczególnie, rezygnujemy jednak z ciastek i masła. Na spód kładziemy jeden gotowy biszkopt, na to wylewamy masę serową i odstawiamy do lodówki. Jak zastygnie, kładziemy drugi biszkopt na wierzch (u mnie Mążonek się wykazał i przekroił biszkopt wzdłuż na pół, żeby był cieńszy) i zalewamy galaretką.

I tu uwaga 🙂 Nie pomyślałam niestety o tym, że galaretka się wchłonie w biszkopt, więc u mnie w efekcie powstała galaretkowa gąbka, na którą następnego dnia wylałam po prostu jeszcze jedną galaretkę. Krzywda się nikomu nie stała, było więcej galaretki, ale można tego było uniknąć zwyczajnie poprzez poczekanie aż galaretka będzie już praktycznie stężała.

Taki sernik na biszkopcie trochę przypomina torcik i można z nim kombinować, przekładać warstwami serowymi, posypywać czekoladą, ozdabiać owocami i tak dalej. Opcji jest mnóstwo 🙂

Kawałek sernika na zimno z galaretką na biszkopcie

Kawałek sernika na zimno z galaretką na biszkopcie

Kawałek torcika sernikowo-biszkoptowego z czekoladą autorstwa mojej mamy

Kawałek torcika sernikowo-biszkoptowego z czekoladą i mandarynkami autorstwa mojej mamy

Fast food: Hamburgery z indykiem

03 Sunday Mar 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in drób, fast food, indyk, mięso, osobiste, pieczywo, pomidor, sałata lodowa, ser, sosy, własne przepisy

≈ Leave a comment

Sobota i niedziela to zazwyczaj jedyne dni w tygodniu, kiedy naprawdę mamy czas na to, żeby pokombinować z jedzeniem i zrobić coś dobrego, pożywnego i zdrowego. Z drugiej strony chciałoby się po prostu poleżeć, ponicnierobić, może pójść na basen albo na spacer.

Jak byłam dzieckiem, w ciągu tygodnia moja mama robiła domowe obiady, a w weekendy czasami jeździło się do restauracji albo do McDonalda i wydaje mi się, że w domach, w których cały czas się robi jedzenie w domu, takie zwyczaje wciąż są praktykowane. Czy tak jest naprawdę – nie mam pojęcia, ale ilość rodzin z dziećmi w knajpach w weekendy o czymś musi świadczyć.

My chętniej zamawiamy pizzę niż chodzimy do restauracji, ale mimo weekendowego lenistwa, staram się zwykle robić jakiś obiad (jeśli, oczywiście, nie mam akurat zjazdu na podyplomówce).

Wczoraj wieczorem rozpieściliśmy swoje podniebienia domowej roboty hamburgerami. Niestety, przyznaję się bez bicia, użyliśmy kupnych bułek do hamburgerów, ale jestem pewna, że można z powodzeniem zrobić je z użyciem normalnego pieczywa.

Hamburger z indykiem, serem, sałatą lodową i pomidorem

Hamburger z indykiem, serem, sałatą lodową i pomidorem

Składniki (na 6 hamburgerów):

  • 6 bułek hamburgerowych
  • 3 sznycle z piersi indyka (ok. 400-500 g, u mnie z Lidla)
  • sos do hamburgerów (u mnie Hellmann’s)
  • dwa pomidory
  • liście sałaty lodowej (ok. 10)
  • ser żółty (6 plastrów kupnego krojonego, a takiego z kostki – wedle uznania)
  • Marynata do mięsa:
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1/3 szklanki białego wina
  • przyprawy (ostra papryka, przyprawa do kurczaka, słodka papryka, curry)

Sznycle dokładnie rozbić tłuczkiem i każdy przekroić na pół. Obsypać mocno przyprawami. Włożyć do płytkiej miski albo głębokiego talerza i zalać oliwą i winem. Odstawić do lodówki przynajmniej na 3-4 godziny. W czasie marynowania odwrócić stosik kotletów do góry nogami, przemieszać, podlewać marynatą. Kotlety najlepiej przygotować wieczorem poprzedniego dnia.

Po wyjęciu z marynaty kotlety smażyć na patelni grillowej na niedużej mocy palnika.  W międzyczasie przygotować grill elektryczny, piekarnik, maszynę do panini lub toster, w którym podgrzejemy bułki. Najlepiej użyć do tego grilla elektrycznego z trybem grzania od góry. Bułki kroimy i układamy środkami do dołu. Można to również przygotować w piekarniku – podejrzewam, że 5-10 minut w 180 stopniach powinno być w sam raz.

Mięso zdjąć z patelni i utrzymywać w cieple. Pomidora pokroić w plastry, usuwając twardy środek. Sałatę lodową porwać, opłukać i osuszyć.

Spód bułki posmarować sosem hamburgerowym. Układać kolejno: liście sałaty lodowej, mięso, ser, pomidora i górę bułki. Podawać i wsuwać natychmiast.

Hamburger z indykiem, serem, sałatą lodową i pomidorem

Hamburger z indykiem, serem, sałatą lodową i pomidorem

Przysięgam Wam, że McDonald, Burger King i wszystkie inne hamburgerodajnie mogą się absolutnie schować. Mięso wychodzi doskonale przyprawione i bardzo soczyste, ser się topi w kontakcie z nim, a całość jest pyszna, świeża i pożywna. Jedyny minus to nieco wodniste zimowe pomidory, ale na to niestety nie mamy wpływu.

Lunch: Hot-dogi

03 Sunday Mar 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in fast food, mięso, musztarda, parówki, pieczywo, ser, sosy, własne przepisy

≈ Leave a comment

Jeśli nie mamy pomysłu albo czasu, żeby zrobić coś na następny dzień do pracy, wybieramy najłatwiejsze rozwiązanie: hot-dogi.

Kłócą się one nieco z ideą zdrowego jedzenia, ale i tak biją na głowę wszelkie zupki chińskie, gotowe piurki (w sensie ziemniaczki) czy inne instanty. Robi się je błyskawicznie, są bardzo smaczne i całkiem pożywne. A można do tego dodać jakąś surówkę, pomidorki czy papryczkę, żeby było choć trochę zdrowiej. Można też użyć normalnych pół-bagietek, choć nie mam pojęcia, jak tego typu pieczywo zareaguje w mikrofalówce.

Mążonek bardzo chętnie takie hot-dogi wsuwa w pracy, jeśli nie mamy innego pomysłu na lunch albo spodziewamy się nie jeść obiadu.

Hot-dogi z serem i musztardą

Hot-dogi z serem i musztardą

Składniki na dwa hot-dogi:

  • dwie bułki hot-dogowe
  • dwie parówki (u mnie praktycznie zawsze Berlinki)
  • 4 plasterki serka (Mążonek preferuje zwykły żółty, ja – topiony w plasterkach)
  • musztarda (u nas musztarda stołowa firmy Pegaz)
  • (opcjonalnie) pokrojony w plasterki ogórek kiszony

Bułki przekroić wzdłuż na pół. Parówki również. Bułki posmarować musztardą (w zależności od upodobań cieńszą lub grubszą warstwą). Na “spodzie” położyć przekrojony na pół plasterek sera (tak, by zajmował całą bułkę), ewentualnie ogórki kiszone. Na to parówkę. Na to ponownie ser, choć nie jest konieczny. Przykryć “górą”. Powtórzyć z drugim hot-dogiem 🙂 Wstawić na minutę-półtora do mikrofalówki.

Moce różnych mikrofalówek są różne, więc trzeba uważać, by ser nie roztopił się za bardzo i hot-dog nie rozleciał. Uwaga: po wyjęciu z mikrofalówki hot-dog będzie bardzo gorący, zwłaszcza ser w środku. Można go również jeść nożem i widelcem.

Lepiej sobie czasem pozwolić na taki lunch w pracy niż na gotowca, prawda? 🙂

Śniadanko: Omlet z pieczarkami, serem i pietruszką

26 Tuesday Feb 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in jajka, mozarella, nabiał, pieczarki, pietruszka, resztki, ser, warzywa, własne przepisy, śniadanka

≈ Leave a comment

Z jakiegoś obiadowego dania zostało mi ostatnio sporo zielonej pietruszki, którą wsuwam teraz na kanapkach, do makaronu, ozdabiam nią potrawy i generalnie znajduję dla niej różne, nieznane mi dotąd, zastosowania.

Dzisiaj potrzebowałam szybkiego, pożywnego śniadania, którym nie będzie ani muesli, ani owsianka, na które nie miałam szczególnej ochoty. Miałam ochotę na śniadanko wytrawne.

Pierwszym pomysłem, absolutnie niezawodnym i zawsze przepysznym, był omlet z pomidorkami cherry. Jest coś takiego w połączeniu jajek z pomidorami, co po prostu odbiera mi mowę.

I, oczywiście, okazało się, że wszystkie pomidorki cherry, które mieliśmy w domu, dawno umarły. Choćbym nie wiem jak była uparta, nie zjem omleta ze zgniłym pomidorem.

I wtedy mnie olśniło. Pieczarki! Pietruszka! Tarta mozarella! Efekt wyglądał (jak każdy omlet) nieszczególnie zachęcająco:

Omlet z pieczarkami, pietruszką i tartym serem

Omlet z pieczarkami, pietruszką i tartym serem

Składniki:

  • 1 duże jajko
  • 1-2 łyżki śmietany kremówki
  • 3 małe pieczarki
  • łyżka zielonej pietruszki
  • 2 łyżki tartej mozarelli
  • odrobina masła
  • sól i pieprz do smaku

Pieczarki obrać, pokroić i podsmażyć na maśle. Posolić. Jajko roztrzepać ze śmietanką i pieprzem. Wylać na patelnię, posypać pietruszką i serem. Przykryć pokrywką i smażyć na małym ogniu. Kiedy jajko się zetnie z wierzchu, obrócić na drugą stronę i smażyć pod przykryciem jeszcze ok. 2 minuty.

Posypałam to jeszcze tartym serem grande padano, bo przecież nie ma czegoś takiego, jak za dużo sera, prawda?

PS. Tak właściwie to chyba nie powinno się to nazywać omletem, a hiszpańską tortillą, ale nie przejmuję się tym szczególnie 😉 Takie danie to świetny pomysł zarówno na śniadanie, jak i na obiad. Do tortilli obiadowej dajemy kurczaka, ziemniaki, marchewkę… Ponoć w Hiszpanii taka tortilla to danie “z resztek”, które zawsze jest smaczne, ponieważ można dać do niego absolutnie wszystko. Polecam je Wam jako pomysł na “czyszczenie lodówki”, np. przed dłuższym wyjazdem 😉

19 - omlet z pieczarkami i pietruszką2

Lunch: Chili con carne

22 Friday Feb 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in cebula, czosnek, kukurydza, mięso, ostre papryczki, papryka, pomidor, wołowina, własne przepisy

≈ 1 Comment

Raz na jakiś czas Mążonek prosi mnie o zrobienie mojego chili con carne. No dobra, prosi mnie względnie często. No dobra, bardzo często 🙂

Chili jest doskonałe zarówno na obiad, jak i na lunch do pracy – można je podawać na kilka sposobów, podgrzać w mikrofali bez utraty smaku i modyfikować w zależności od upodobań. Przykładowo, ja niespecjalnie lubię fasolę, którą standardowo dodaje się do tej potrawy, więc w moim chili jej nie ma.

Idę też na łatwiznę z przyprawą, ponieważ dodaję gotowej przyprawy Kotanyi do chili con carne, ale bez problemu można zrobić tę przyprawę samemu z papryki ostrej i słodkiej, kminu rzymskiego, pieprzu, pieprzu cayenne, ziela angielskiego i czosnku. Z tych wszystkich składników nie mam w domu tylko kuminu, dlatego używam gotowca 😉

Chili con carne

Chili con carne

Składniki:

  • 3 średniej wielkości papryczki chili
  • 5 ząbków czosnku
  • 1 średnia cebula
  • 500 g mielonej wołowiny
  • 1 puszka pomidorów krojonych, bez skórki
  • 1 duża papryka (najlepsza czerwona, ale może być którykolwiek kolor)
  • 1 puszka kukurydzy
  • oliwa do smażenia (u mnie smakowa z ostrą papryką, ale zwykła też może być)
  • ostra papryka
  • słodka papryka
  • sól i pieprz
  • 1 opakowanie przyprawy do chili con carne Kotanyi
  • ew. odrobina drobnej Vegety

Z papryczek odkroić zieloną końcówkę, przekroić na pół, wydrążyć środek i drobno pokroić. Można zostawić pestki, ale wtedy używamy zdecydowanie mniej papryczek, bo chili będzie zbyt ostre*. Na patelni rozgrzać oliwę i podgrzewać papryczki tak długo aż będą intensywnie pachnieć i zmiękną. Czosnek i cebulę obrać i drobniutko pokroić (używam do tego malaksera) i dorzucić do papryczek. Dokładnie wymieszać, można doprawić ostrą papryką.

Kiedy cebula się zeszkli, rozgarnąć na boki patelni papryczki, czosnek i cebulę, a na środek wrzucić mięso. Smażyć do zbrązowienia, często mieszając i rozbijając grudki. Kiedy większość mięsa będzie brązowa, wymieszać je z czosnkiem, papryczkami i cebulą.

Paprykę wydrążyć i pokroić w kostkę. Dorzucić na patelnię, wymieszać i przykryć. Dusić przez około 5-10 minut, czasem mieszając, dopóki papryka nie zmięknie. Kukurydzę z puszki odsączyć i dodać na patelnię. Chwilę dusić. Na koniec dodać pomidory z puszki z całym sosem oraz przyprawę do chili con carne, a także pozostałe przyprawy (może się zdarzyć, że chili będzie ostre, ale mało wyraziste, więc można dodać albo soli, albo 1-2 łyżeczki drobnej Vegety). Smażyć jeszcze ok. 5 minut do częściowego odparowania płynów.

Chili można przechowywać w lodówce do 4 dni i 2-3 miesiące w zamrażarce.

* Pewnego razu użyłam papryczek habanero do chili con carne i “odrobinę” przesadziłam z ich ilością. Naprawdę nie dało się tego jeść bez płaczu 😉

I teraz najfajniejsza część – sposoby podania 🙂 Wariacje przetestowane przez nas:

  • samo w sobie
  • posypane żółtym serem po podgrzaniu
  • z użyciem serowych nachosów zamiast sztućców
  • z serowymi nachosami pokruszonymi na wierzch dania (ulubiony sposób Mążonka)
  • z łódeczkami taco
  • zawinięte w pszenną tortillę – smarujemy tortillę serkiem topionym, na środek kładziemy chili con carne, zawijamy, zaklejamy brzegi, odwracamy do góry nogami, by się nie rozpadło przy podgrzewaniu i wkładamy na minutę do mikrofalówki (mój ulubiony sposób)
Chili con carne z serowymi nachosami

Chili con carne z serowymi nachosami

Śniadanko: Bułka z wędliną i twarożkiem (“gzikiem”?)

07 Thursday Feb 2013

Posted by kuchniabezfilozofii in nabiał, ogórek, osobiste, pieczywo, rzodkiewki, słonecznik, twaróg, warzywa, własne przepisy, śniadanka

≈ Leave a comment

Mamy Tłusty Czwartek, ale to wcale nie znaczy, że zapominamy dzisiaj o zdrowym odżywianiu. Pozwolimy sobie dzisiaj na trochę słodkości na pewno, ale na szczęście mini-pączuszki z wczoraj leżą dostatecznie daleko, by nie kusiły. Niestety czeka na mnie jeszcze dzisiaj jeden klasyczny pączek z marmoladą, a gdzieś tam mam w głowie myśl, że w Lidlu też będą dziś sprzedawać pączki. A mało co tak mnie kusi, jak świeże pieczywo z Lidla.

Jakiś czas temu przypomniało mi się, że kiedyś moja Mama robiła twaróg z rzodkiewką, który kładło się na kanapki. Najczęściej jedliśmy go na kolację, ja jednak uznałam, że jest to bardziej pożywne na śniadanie, zwłaszcza na ciemnym pieczywie. Oczywiście moja Mama taki twarożek robiła na twarogu tłustym lub półtłustym, ja postanowiłam go trochę “odchudzić”. Można go zjeść samego, na pieczywie chrupkim lub ryżowym albo na zwykłym. Pieczywo można posmarować uprzednio masłem, położyć ser lub wędlinę (tak jak ja), ale nie trzeba.

W Poznaniu dowiedziałam się, że taki twarożek się nazywa “gzik”. Jedna porcja takiego gziku wystarcza na przynajmniej 4-5 bułek lub 8-10 kromek chleba.

Bułka słonecznikowa z wędliną drobiową i twarożkiem z rzodkiewką i ogórkiem (była cała, ale zdążyłam połowę zjeść nim sobie przypomniałam, że miałam jej zrobić zdjęcie)

Bułka słonecznikowa z wędliną drobiową i twarożkiem z rzodkiewką i ogórkiem (była cała, ale zdążyłam połowę zjeść nim sobie przypomniałam, że miałam jej zrobić zdjęcie)

Składniki (dla 3-4 osób):

  • 1 kostka twarogu 0% (u mnie Twaróg Wiejski lekki firmy Piątnica, 250g)
  • 1-2 łyżki stołowe kwaśnej śmietany 12% lub jogurtu naturalnego (tak, żeby twaróg nie był suchy)
  • rzodkiewki
  • pół świeżego ogórka
  • sól i pieprz

Twaróg rozgnieść widelcem ze śmietaną, solą i pieprzem. Do tego skroić drobno rzodkiewki (ilość zależnie od upodobań, może to być nawet cały pęczek, choć zazwyczaj wystarcza pół pęczka) oraz ogórka (ja kroję go na krzyż wzdłuż, a potem w plastry).

Taki twarożek jest o tyle fajny, że można dodać do niego wszystko: pokrojoną drobno paprykę, cebulę, szczypiorek, kiełki, pietruszkę, pora, różnego rodzaju zioła… Zawsze jest pyszny, choć w tej bazowej wersji najbardziej mi smakuje.

Najlepiej jest kupić dwa trójkąty twarogu, jednego świeżego ogórka i duży pęczek rzodkiewek. Jednego dnia schodzi pół ogórka i pół pęczka, drugiego dnia tyle samo i dzięki temu nic się nie marnuje 🙂

Inspiracje

  • Feed Me Better
  • Green Monster Movement
  • Just Bento
  • Moje Wypieki
  • Oh She Glows
  • Proste Przepisy Kulinarne
  • Przepisy.pl
  • Punchfork
  • Weelicious

Archiwum

  • February 2014
  • May 2013
  • April 2013
  • March 2013
  • February 2013

Kuchnia bez filozofii

Kuchnia bez filozofii

Kategorie

  • bakalie (5)
  • banany (2)
  • bento (1)
  • borówki amerykańskie (3)
  • brokuły (1)
  • brzoskwinie (1)
  • cebula (4)
  • chrupadła (1)
  • ciasto (2)
  • ciecierzyca (2)
  • czekolada (1)
  • czosnek (5)
  • danie główne (2)
  • drób (3)
  • dżem (1)
  • fasolka szparagowa (1)
  • fast food (5)
  • frytki (2)
  • groszek (2)
  • halloumi (1)
  • imbir (1)
  • indyk (1)
  • jabłka (1)
  • jajka (2)
  • jogurt naturalny (4)
  • kanapki (1)
  • keczup (1)
  • kiełki (1)
  • kiwi (3)
  • koncentrat pomidorowy (1)
  • kotlety (1)
  • kukurydza (2)
  • kuskus (2)
  • lunchbox (3)
  • makaron (4)
  • maliny (1)
  • mandarynki (1)
  • marchewki (4)
  • melon (1)
  • migdały (2)
  • mięso (8)
  • mleko (1)
  • mozarella (2)
  • musztarda (1)
  • nabiał (11)
  • ogórek (2)
  • orzechy laskowe (1)
  • osobiste (13)
  • ostre papryczki (1)
  • owoce (4)
  • paneer (1)
  • papryka (1)
  • parówki (2)
  • parmezan (1)
  • pesto (3)
  • pieczarki (1)
  • pieczywo (4)
  • pietruszka (4)
  • pomidor (11)
  • przecier pomidorowy (1)
  • przekąski (1)
  • resztki (2)
  • ryż (2)
  • rzodkiewki (1)
  • sałata lodowa (2)
  • sałatka (1)
  • seler (1)
  • ser (5)
  • serek homogenizowany (3)
  • sernik (1)
  • skład produktów (1)
  • smażone na głębokim tłuszczu (2)
  • smoothie (5)
  • sosy (4)
  • sypkie (4)
  • szczypiorek (1)
  • szpinak (2)
  • słodkości (4)
  • słonecznik (3)
  • truskawki (1)
  • twaróg (4)
  • Uncategorized (2)
  • warzywa (16)
  • wieprzowina (1)
  • wołowina (1)
  • własne przepisy (10)
  • włoszczyzna (2)
  • wędlina (3)
  • ziemniaki (2)
  • zupa (3)
  • śmietana (1)
  • śniadanka (5)
  • żurawina (1)

Meta

  • Register
  • Log in
  • Entries RSS
  • Comments RSS
  • WordPress.com
Advertisements

Create a free website or blog at WordPress.com.

Cancel
Privacy & Cookies: This site uses cookies. By continuing to use this website, you agree to their use.
To find out more, including how to control cookies, see here: Cookie Policy