Cóż, muszę przyznać, że poczułam się zainspirowana wyzwaniem, jakie stanowią dla mnie wegańskie przepisy. W ogóle podoba mi się perspektywa co najwyżej sporadycznego jedzenia mięsa (z bekonu bym w życiu nie zrezygnowała), ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z sera, więc weganizm odpada 😛

Obrazek

W każdym razie sałatka jest pyszna i wcale nie wymaga wegańskiego majonezu. Można do niej z powodzeniem dodać jogurt grecki czy naturalny lub po prostu zwykły majonez (polecam Majonez Kielecki, bo jest to jedyny majonez, który nie zawiera E385, czyli soli wapniowo-disodowej EDTA i w efekcie ma krótszy termin ważności; jest też przy okazji naprawdę smaczny i do tego niedrogi).

Aczkolwiek zacznijmy od przygotowania wegańskiego majonezu. Zainspirowałam się przepisem stąd. Moim zdaniem nie smakuje on wcale jak tradycyjny majonez i zapewne do jajek by mi nie pasował, ale do sałatki czy do kanapek nadaje się jak znalazł 🙂 

Składniki:

  • 1 szklanka ziaren słonecznika, zalanego wrzątkiem i namoczonego przynajmniej 5h (u mnie ok. 9h)
  • prawie cała szklanka oleju roślinnego
  • 1,5 łyżki octu winnego
  • 2 czubate łyżeczki musztardy Stołowej (u mnie Pegaz)
  • 3 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • pół filiżanki gorącej wody (ok. 9-10 łyżek)
  • 0,5 płaskiej łyżeczki kwasku cytrynowego

Od przepisu na Vegan Corner mój przepis różni się w sumie tylko ilością oleju, wody i musztardy – z pierwotnego przepisu tych “mokrych” składników jest zdecydowanie za mało i majonez był zbyt gęsty. Z tego przepisu również wychodzi bardzo gęsty, ale łatwo go rozrzedzić.

Generalnie to wszystko z wyjątkiem wody umieszczamy w misie malaksera i miksujemy, co jakiś czas przerywając, by pozgarniać grudki ze ścianek misy. Pod koniec, cały czas miksując, wlewamy łyżka po łyżce wodę. Można również na tym etapie dodać jeszcze odrobinę oleju, jeśli majonez wyda nam się zbyt zwarty. 

Majonez oczywiście przechowujemy w lodówce w szczelnie zamkniętym pojemniczku. 

No i teraz przechodzimy do tej lepszej części, czyli do sałatki. Ja przygotowałam ją już bezpośrednio w pracy, więc nie wiem, jak długo można ją przechowywać w pojemniczku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przygotować sobie składniki w domu i w pracy je jedynie wymieszać. 

Składniki:

  • 1 średni słodki ziemniak (ja miałam resztki z wczorajszej kolacji, która uwzględniała pieczonego patata)
  • kilka łyżek oleju (orzechowego, sezamowego, kokosowego)
  • przyprawy: cynamon, słodka i ostra papryka, sól, curry
  • pół żółtej papryki
  • kilka liści sałaty lodowej
  • pół ogórka
  • ulubione kiełki (soczewica, rzeżucha, rzodkiewka, brokuł, lucerna)
  • 2 łyżeczki musztardy delikatesowej lub 1,5 łyżeczki sarepskiej
  • 1 kopiasta łyżka wegańskiego majonezu (lub substytutów)
  • kilka łyżek oliwy

Patata obieramy, myjemy i kroimy w kostkę (ok. 2x2cm). Tak pokrojonego w kostkę patata wrzucamy do miski, dolewamy olej (ja dałam orzechowy) i wsypujemy przyprawy (mieszanka wydaje się dziwna, ale pasuje cudnie). Dobrze mieszamy, dbając o tym, by każdy kawałek ziemniaka był równo pokryty olejem i przyprawami. Możemy też wcześniej przygotować olej z przyprawami. 

Wykładamy w jednej warstwie na blachę przykrytą papierem do pieczenia. Pieczemy w 180-190 stopniach na termoobiegu przez 30-40 minut, mieszając kilka razy w trakcie pieczenia. 

Patata przechowujemy w lodówce w szczelnym pojemniku.

Liście sałaty rwiemy na małe kawałki, paprykę kroimy w kostkę, a ogórka w ćwiartki i w plasterki. Warzywa wrzucamy do miski, dodajemy majonez, musztardę i oliwę. Mieszamy. Na koniec dodajemy kiełki i jeszcze raz szybko mieszamy. 

Taka porcja to solidny, bardzo pożywny lunch dla jednej osoby. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, jak absolutnie przepyszne potrafi być wegańskie jedzenie 😀

Obrazek

Advertisements