Staram się ostatnio ze wszystkich sił przekonać do roślin strączkowych. Nigdy nie lubiłam fasoli, zwłaszcza tej czerwonej, ale jeśli chcę zmniejszyć ilość mięsa w swojej diecie, to muszę czymś zastąpić białko. A najlepsze do tego są rośliny strączkowe. Niestety Mążonek jest bardziej niż przeciwny kotletom sojowym, gulaszowi sojowemu i innym wariantom suszonego białka sojowego, więc to raczej odpada (chyba, że jestem chętna gotować dwa obiady, a nie jestem).

Próbowałam ostatnio zupy z soczewicy i nie zaszalałam na jej punkcie. Soczewica zostawia dziwny posmak i generalnie jakoś mnie nie przekonuje w formie innej niż kiełkowej. Fasolka szparagowa jest przepyszna, aczkolwiek dostępna w sklepach tylko przez parę miesięcy w roku (a mrożona się nie umywa). Groch przydaje się do grochówki, którą lubię robić i nawet lubię jeść, choć z boczkiem i cebulą, gotowana na kościach wędzonych, niewątpliwie nie wpasowuje się w dietę.

Stąd: ciecierzyca. Robiłam już chrupki z ciecierzycy, teraz postanowiłam zrobić zupę.  Przepis na zupę z ciecierzycy znalazłam tutaj. Zrobiłam po swojemu oczywiście.

Zupa z ciecierzycy z makaronem tagliatelle i pietruszką

Zupa z ciecierzycy z makaronem tagliatelle i pietruszką

Składniki (na ok. 6 porcji):

  • 200 g suszonej ciecierzycy
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów z ziołami (u mnie takie)
  • drobna Vegeta
  • świeżo zmielona sól i pieprz
  • oliwa z oliwek
  • suszone oregano, bazylia, zioła prowansalskie, pietruszka
  • gniazdka tagliatelle
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego
  • pietruszka do dekoracji

Ciecierzycę namoczyć przez noc, następnego dnia ugotować do miękkości (ok. godzina). Odcedzić, odstawić do wystudzenia (Nie podjadać. No dobra, można ewentualnie kilka ziarenek). Niewielką część odłożyć na bok.

Czosnek obrać i drobno pokroić albo wycisnąć przez praskę. W niedużym garnku rozgrzać łyżkę oliwy i smażyć czosnek aż będzie pachniał. Wrzucić pomidory z puszki, zioła, sól, pieprz i Vegetę. Dusić przez kilka minut pod przykryciem, często mieszając. Dorzucić ciecierzycę i jeszcze przez parę minut dusić, wciąż często mieszając.

Na tym etapie moim zdaniem zupa wyglądała przepysznie. Ziarenka ciecierzycy pływały w niej sobie radośnie, było widać wszystkie zioła i pomidorki, zupa miała przyjemny, jasnoczerwony kolor i pachniała przepięknie. Niestety, następnym krokiem w przepisie było zblendowanie całości i to uważam za absolutną porażkę. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia przed użyciem blendera, ponieważ zmiana jest diametralna na niekorzyść zupy.

Anyway, makaron ugotować al dente w osolonej wodzie z łyżką oliwy, pilnując, by gniazdka się nie rozpadły. Zamiast odcedzać standardowo, najlepiej wyjąć je łyżką cedzakową. Zupę przelać do miseczek, na każdą nałożyć łyżką kleks jogurtu naturalnego, przełożyć makaron i ozdobić pietruszką.

Przepis jest o tyle ciekawy, że taka zupa jest naprawdę bardzo sycąca, a przy okazji ma bardzo mało kalorii. Jest też zdrowa, ponieważ nie daje się do niej dużo soli (można nie dawać też w ogóle, dzięki temu smak ziół będzie bardziej dominujący), zawiera dużo dobrego białka i taką małą porcją można się konkretnie najeść. Aby ograniczyć jeszcze bardziej ilość kalorii, rezygnujemy z makaronu i zastępujemy go kromką pełnoziarnistego pieczywa.

A wiecie, co jest najfajniejsze w tym przepisie? Ugotowana, wciąż lekko ciepła, miękka ciecierzyca, którą można wyżerać jak popcorn prosto z garnka. Pycha 🙂

Advertisements