Odkąd staram się zmieniać sposób odżywiania, czuję się źle z tym, że mam ochotę pojeść frytki (czyli zawsze, bo zawsze mam ochotę na frytki). Nie takie z ziemniaków, z piekarnika, wobec takich nie mam wyrzutów sumienia. Ale te najlepsze, cienkie, mrożone, z Lidla albo McCaina, a nawet takie najnudniejsze z Tesco… Smażone na głębokim tłuszczu do pięknie złotego koloru, mocno obsypane świeżo zmieloną solą…

Czy to nie brzmi cudownie?

Niestety frytki to moja zmora. Przez bardzo długi czas frytki+parówki to był nasz pomysł na szybki obiad. Berlinki kroi się w plasterki, podsmaża do brązowości i wsuwa z musztardą, a wielki talerz frytek hojnie obsypuje solą i do tego podaje się sos czosnkowy. Obiad mistrzów 😉

Więc wymyśliłam: do frytek i parówek zrobiłam smoothie, którego składniki były takie:

  • szpinak
  • awokado
  • jabłko
  • mleko 0,5%
  • siemię lniane
  • jogurt naturalny

Pycha. Powinniśmy to pić samo, bez frytek, żeby miało zdrowy efekt, ale uwaga, uwaga: ZANURZYŁAM FRYTKĘ W SMOOTHIE. Tak, tylko ja jestem w stanie to zrobić. Maczanie frytek w koktajlach owocowych, ser pleśniowy z bitą śmietaną i cheetosy z dżemem – tego wszystkiego próbowałam i nic nie smakowało mi tak bardzo, jak frytki umaczane w zielonym smoothie.

I zmniejszyło to trochę moje wyrzuty sumienia. Wciąż było to niepoprawnie tłuste i definitywnie niezbyt zdrowe. Ale chociaż jakiś postęp nastąpił 😀

A więc następnym razem zróbcie sobie mały talerz frytek i do tego wysoką szklankę zdrowego, zielonego smoothie. I będzie dobrze 🙂

Advertisements