W piątek był u mnie Dzień Kuskusa. Oczywiście, był on absolutnie nieoficjalny i wyszedł całkowicie przez przypadek, ale wciąż fajnie to napisać wielkimi literami.

Generalnie uwielbiam kuskus, choć jest to zachwyt względnie świeży. Zaczęło się, jak znalazłam ten przepis na sałatkę z kuskusem, kukurydzą, ananasem i indykiem.  Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie przerobiła tego przepisu od samego początku. Daję mniej kuskusa (jedno opakowanie 300g, czyli ok. 1 1/2 szklanki), indyka zastępuję polędwiczkami z kurczaka, a gotowca – normalną przyprawą do gyrosa, słodką papryką i ziołami. Daję też, oczywiście, więcej kukurydzy i ananasa. Nie obsypuję jej też żadnymi grzankami – moim zdaniem zupełnie nie pasują.

Robiłam tę sałatkę już przynajmniej kilka razy i zawsze rozchodzi się błyskawicznie. Ja lubię ją na zimno, prosto z lodówki, a Mążonek przed jedzeniem wkłada ją na minutę do mikrofalówki, żeby była ciepła.

Tym samym zaczęła się też nasza sympatia do kuskusa. Jego najfajniejszym aspektem jest szybkość robienia, co czyni go idealnym na lunchbox. Wstaję, gotuję wodę, zalewam kuskus, a potem zajmuję się swoimi sprawami, podczas gdy on pęcznieje.

Lunchbox: Kuskus z kukurydzą, sosem tysiąca wysp, kiełkami i wędliną

Lunchbox: Kuskus z kukurydzą, sosem tysiąca wysp, kiełkami i wędliną

Składniki:

  • 1/3 lub nawet 1/4 szklanki kuskusa (w piątek dałam 1/2… i nie dałam rady tego zjeść w całości)
  • 3-4 łyżki stołowe kukurydzy z puszki
  • świeżo zmielona sól i pieprz
  • 1-2 łyżki stołowe sosu tysiąca wysp (ja używam tego)
  • duuuuuużo kiełków
  • 2-3 plasterki wędliny

Po pierwsze – wystrzegajmy się tego, jak bardzo kuskus puchnie. Naprawdę myślałam, że pół szklanki to będzie tak w sam raz. Przede wszystkim – ledwo zmieściło się to w moim lunchboxie, a do tego – nie dałam rady tego zjeść.

Anyway, w domu przygotowałam tylko kuskus z kukurydzą, sosem oraz solą i pieprzem – po prostu wymieszałam wszystko razem, a do bocznej przegródki wrzuciłam kilka plasterków świeżego ogórka i pokrojone na pół pomidorki cherry. W lodówce w pracy miałam kiełki (kupuję w Piotrze i Pawle mieszankę kiełków Bio Power Mix – kiełki ciecierzycy, soczewicy i fasoli mung – MNIAM!) oraz kilka plastrów wędliny z poprzedniego dnia. Wędlinę porwałam w palcach na paseczki i ułożyłam na kuskusie, a wszystko posypałam kiełkami. Czy wspominałam już, jak bardzo uwielbiam kiełki?

Kuskus to doskonała baza do lunchboxa. Jest bardzo sycący, szybko się przygotowuje i można do niego dodać naprawdę wszystko – groszek z puszki, gotowaną marchewkę, kawałki wędzonej ryby, smażonego kurczaka, rzodkiewki i tak dalej. Nie bójmy się eksperymentować 🙂

Advertisements