O blogu kulinarnym myślałam już od naprawdę długiego czasu. Mążonek również mnie do tego namawiał, ale jakoś zawsze brakowało mi do tego czasu i zacięcia. Teraz pojawiła się okazja – nadchodzi ten czas, kiedy poooowoooooli, bardzo powoli zaczynamy myśleć o tym, by uzbroić się w potomstwo. Podkreślam jeszcze raz: powoli.

Właśnie ten aspekt “powoli” sprawia, że mam mnóstwo czasu na to, żeby wyedukować się w kwestiach żywieniowych i poddać je pewnym zmianom.

Powody tych zmian są dwa:

  1. Chcę zajść w ciążę zdrowa i świadoma odpowiedniego odżywiania, a także chcę, by Mążonek był zdrowy, kiedy już zaczniemy starać się o dziecko;
  2. Chcę w przyszłości umieć zakrzewić w moich dzieciach miłość do warzyw i owoców bardziej niż miłość do czipsów, frytek i cukierków, które niestety stanowią naszą zgubę. W tym celu przede wszystkim muszę poznać szybkie, smaczne i ciekawe przepisy, które przede wszystkim będą smakować dzieciom i dostarczać im wszystkich odpowiednich wartości odżywczych. Nie chcę, by moje dzieci jadły parówki czy gotowce. Oczywiście, wiem, że i tak będą je jadły, ale w miarę możliwości chcę zakrzewić w nich nawet względną niechęć do tego typu jedzenia.

A przy okazji zadbamy o siebie i tylko dobre rzeczy z tego przyjdą 🙂 Zaczęłam zmieniać swoją dietę parę tygodni temu, a od kilku dni przekabacam również Mążonka. Nie zamierzamy radykalnie zmieniać całego swojego stylu żywienia, trochę w końcu trzeba mieć od życia 😉 Ale liczę na to, że ten blog pomoże nam uważniej zwracać uwagę na to, co jemy i sprawić, że “zdrowe odżywianie” nie będzie się sprowadzać do dwóch pomarańczy tygodniowo.

Advertisements