Lunch: Sałatka ze słodkim ziemniakiem i wegańskim majonezem

Cóż, muszę przyznać, że poczułam się zainspirowana wyzwaniem, jakie stanowią dla mnie wegańskie przepisy. W ogóle podoba mi się perspektywa co najwyżej sporadycznego jedzenia mięsa (z bekonu bym w życiu nie zrezygnowała), ale nie wyobrażam sobie rezygnacji z sera, więc weganizm odpada😛

Obrazek

W każdym razie sałatka jest pyszna i wcale nie wymaga wegańskiego majonezu. Można do niej z powodzeniem dodać jogurt grecki czy naturalny lub po prostu zwykły majonez (polecam Majonez Kielecki, bo jest to jedyny majonez, który nie zawiera E385, czyli soli wapniowo-disodowej EDTA i w efekcie ma krótszy termin ważności; jest też przy okazji naprawdę smaczny i do tego niedrogi).

Aczkolwiek zacznijmy od przygotowania wegańskiego majonezu. Zainspirowałam się przepisem stąd. Moim zdaniem nie smakuje on wcale jak tradycyjny majonez i zapewne do jajek by mi nie pasował, ale do sałatki czy do kanapek nadaje się jak znalazł :) 

Składniki:

  • 1 szklanka ziaren słonecznika, zalanego wrzątkiem i namoczonego przynajmniej 5h (u mnie ok. 9h)
  • prawie cała szklanka oleju roślinnego
  • 1,5 łyżki octu winnego
  • 2 czubate łyżeczki musztardy Stołowej (u mnie Pegaz)
  • 3 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • pół filiżanki gorącej wody (ok. 9-10 łyżek)
  • 0,5 płaskiej łyżeczki kwasku cytrynowego

Od przepisu na Vegan Corner mój przepis różni się w sumie tylko ilością oleju, wody i musztardy – z pierwotnego przepisu tych “mokrych” składników jest zdecydowanie za mało i majonez był zbyt gęsty. Z tego przepisu również wychodzi bardzo gęsty, ale łatwo go rozrzedzić.

Generalnie to wszystko z wyjątkiem wody umieszczamy w misie malaksera i miksujemy, co jakiś czas przerywając, by pozgarniać grudki ze ścianek misy. Pod koniec, cały czas miksując, wlewamy łyżka po łyżce wodę. Można również na tym etapie dodać jeszcze odrobinę oleju, jeśli majonez wyda nam się zbyt zwarty. 

Majonez oczywiście przechowujemy w lodówce w szczelnie zamkniętym pojemniczku. 

No i teraz przechodzimy do tej lepszej części, czyli do sałatki. Ja przygotowałam ją już bezpośrednio w pracy, więc nie wiem, jak długo można ją przechowywać w pojemniczku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przygotować sobie składniki w domu i w pracy je jedynie wymieszać. 

Składniki:

  • 1 średni słodki ziemniak (ja miałam resztki z wczorajszej kolacji, która uwzględniała pieczonego patata)
  • kilka łyżek oleju (orzechowego, sezamowego, kokosowego)
  • przyprawy: cynamon, słodka i ostra papryka, sól, curry
  • pół żółtej papryki
  • kilka liści sałaty lodowej
  • pół ogórka
  • ulubione kiełki (soczewica, rzeżucha, rzodkiewka, brokuł, lucerna)
  • 2 łyżeczki musztardy delikatesowej lub 1,5 łyżeczki sarepskiej
  • 1 kopiasta łyżka wegańskiego majonezu (lub substytutów)
  • kilka łyżek oliwy

Patata obieramy, myjemy i kroimy w kostkę (ok. 2x2cm). Tak pokrojonego w kostkę patata wrzucamy do miski, dolewamy olej (ja dałam orzechowy) i wsypujemy przyprawy (mieszanka wydaje się dziwna, ale pasuje cudnie). Dobrze mieszamy, dbając o tym, by każdy kawałek ziemniaka był równo pokryty olejem i przyprawami. Możemy też wcześniej przygotować olej z przyprawami. 

Wykładamy w jednej warstwie na blachę przykrytą papierem do pieczenia. Pieczemy w 180-190 stopniach na termoobiegu przez 30-40 minut, mieszając kilka razy w trakcie pieczenia. 

Patata przechowujemy w lodówce w szczelnym pojemniku.

Liście sałaty rwiemy na małe kawałki, paprykę kroimy w kostkę, a ogórka w ćwiartki i w plasterki. Warzywa wrzucamy do miski, dodajemy majonez, musztardę i oliwę. Mieszamy. Na koniec dodajemy kiełki i jeszcze raz szybko mieszamy. 

Taka porcja to solidny, bardzo pożywny lunch dla jednej osoby. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, jak absolutnie przepyszne potrafi być wegańskie jedzenie😀

Obrazek

Obiad: Wielki (prawie) wegański talerz dobrości

Tags

Przyznam, że naprawdę bardzo długo mnie tutaj mnie nie było. Różne były tego powody, ale chyba najgłówniejszym ten najbardziej oczywisty – praca, praca i jeszcze raz praca. W zeszłym roku udało mi się w końcu dostać stałą pracę, którą mam cały czas i jestem z niej bardzo zadowolona. Niestety firma przeniosła siedzibę poza Poznań, więc średnio 1,5-2h schodzi nam codziennie na dojazdy w tę i z powrotem. Zmęczenie, lenistwo i zepsuty robot nie sprzyjają gotowaniu, więc oszukujemy się, zamawiając jedzenie z różnego rodzaju knajp. 

Stąd nadszedł jeden z ważniejszych wniosków – jeśli chcę jeść w stylu wege, to muszę ugotować to sama (wyjątkiem są restauracje indyjskie, jak się okazuje). Począwszy od makaronów we włoskich restauracjach, poprzez musakę czy placki z cukinii w arabskich i tureckich, a skończywszy na BioWayu (!!!), praktycznie każde danie bezmięsne jest zwyczajnie niedobre. Przesolone, sztuczne, smażone, odgrzewane – leży potem na żołądku jak kamień. W efekcie wyrzucam do kosza wszystko, co wzięłam w BioWayu i idę po porcję donera z frytkami, bo to przynajmniej jest smaczne (owszem, i tak leży na żołądku).

W przyrządzaniu własnego jedzenia nie pomaga to, że w nowym biurze mamy całkiem fajną restaurację, w której niemal codziennie można zjeść coś dobrego, w tym jedno danie rybne. W efekcie niemal codziennie jem rybę, co jest dobre, ale jednak niekorzystne dla portfela. 

I tak – wracamy do gotowania w domu (mam nadzieję, że na dłużej niż na jeden tydzień). Dzisiaj zrobiliśmy zupę pomidorową na cały tydzień (wbrew temu co jest w przepisie, teraz już nie używamy Vegety – trochę zmądrzeliśmy), a na obiad jedliśmy naleśnika z ciecierzycy oraz (prawie) wegański talerz dobrości🙂

Obrazek

Pięknie i kolorowo, prawda? Szkoda tylko, że zdjęcie z flashem.

Składniki:

  • 2 małe lub 1 średni słodki ziemniak (patat/batat)
  • puszka ciecierzycy
  • pół główki sałaty lodowej
  • pół czerwonej papryki
  • 1 duża marchewka
  • 1/2 szklanki komosy ryżowej (quinoa) lub jakiejkolwiek innej kaszy (jęczmienna, gryczana, kuskus)
  • kiełki
  • sól i słodka papryka
  • oliwa z oliwek
  • dipy: hummus, naturalny biały serek twarogowy na chleb, pesto itp.

Przepis pochodzi z Oh She Glows, wegańskiego bloga.

Najpierw obieramy, myjemy i kroimy w kostkę słodkie ziemniaki. Płuczemy je pod bieżącą wodą i dobrze wysuszamy. Potem wrzucamy je do miski, wlewamy 1-2 łyżki oliwy z oliwek, posypujemy solą i słodką papryką; dokładnie mieszamy. Dużą blachę wykładamy papierem do pieczenia i wykładamy ziemniaki na jedną jej połowę. 

Potem odsączamy ciecierzycę i dokładnie ją płuczemy. Wykładamy ją na ręcznik papierowy i ocieramy drugim arkuszem ręcznika papierowego od góry, by oddzielić skórki od ziaren. Ja dbam o to, by z każdego ziarenka zdjąć skórkę, bo potem cieciorka wychodzi bardziej chrupiąca. Wrzucamy do tej samej miski, co słodkie ziemniaki, dodajemy jeszcze odrobinę oliwy, soli i słodkiej papryki. Również dokładnie mieszamy i wysypujemy na drugą połowę blachy. Pieczemy w 200 stopniach z termoobiegiem (grzanie góra-dół też będzie ok, tylko trzeba sprawdzać, czy się nie przypala) przez 15 minut, po czym mieszamy i pieczemy kolejne 10-15 minut. 

W międzyczasie gotujemy kaszę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Myjemy pozostałe warzywa. Marchewkę kroimy w słupki, a paprykę i sałatę w paski. Jak wszystko będzie gotowe, na środek wykładamy kaszę, a dookoła układamy warzywa. Obok podajemy hummus, serek twarogowy, pesto lub jakikolwiek inny dip według życzenia🙂 (dlatego też prawie wegański talerz, a nie po prostu wegański).

Oczywiście każdy składnik można zastąpić tym, co się lubi – wchodzi tu w grę ogórek, seler naciowy, kapusta, pieczony seler, pieczona pietruszka, zwykłe ziemniaki, pomidory, różnokolorowe papryki i wiele innych rzeczy. Ważne, by była przewaga surowego i by przeplatały się ze sobą różne kolory🙂

Obrazek

 

Słodkości: Domowa nutella

Pozwolę sobie używać nazwy “nutella” z nadzieją, że nie zostanę pozwana za to😉 Ale prawda jest taka, że to, co udało mi się wyczarować, naprawdę smakowało jak najprawdziwsza nutella, choć miało przyjemniejszy, bardziej czekoladowy zapach i przy okazji oszczędziło nam konserwantów, utwardzaczy czy szkodliwych olejów, które znajdują się w nutelli.

Taką domową nutellę można jeść normalnie łyżką prosto z pojemniczka, można nią posmarować chleb lub użyć jej do muffinek czy jakiegokolwiek innego deseru. Należy ją przechowywać w lodówce nie dłużej niż tydzień ze względu na zawarte w niej mleko. Po wyjęciu z lodówki jest miękka i gotowa do jedzenia, nie trzeba czekać aż zmięknie.

Moim zdaniem jest doskonała. Polecam użyć naprawdę dobrej jakości gorzkiej czekolady – to od jej smaku tak naprawdę będzie zależał smak całej nutelli. Użyłam czekolady Lindta o zawartości kakao 70% i wydaje mi się, że nie ma sensu sięgać po bardziej kakaową. Minimalna ilość kakao to 60%. Czekolada Lindta kosztuje wprawdzie 2x więcej niż Wedla, ale jest dużo smaczniejsza i ma bardziej przyjazny skład🙂

Domowa nutella na pełnoziarnistym pieczywie

Domowa nutella na pełnoziarnistym pieczywie

Składniki:

  • 120 g orzechów laskowych
  • 100 g gorzkiej czekolady (Lindt 70% kakao)
  • ok. 40 g białej czekolady (2 rządki)
  • 100 g cukru trzcinowego
  • ok. 70-80 g dobrego masła o zawartości 82% tłuszczu
  • 100-150 ml tłustego mleka, najlepiej świeżego

Na początek rozgrzewamy piekarnik do 150°C. Orzechy wykładamy na papier do pieczenia i pieczemy przez ok. 8-10 minut. Zauważymy, że skórki zaczynają pękać. Trzeba pilnować, by się nie spaliły. Po ostudzeniu wrzucamy orzechy do ściereczki (robimy taki tobołek) i pocieramy nimi o siebie. Nie muszą zejść wszystkie skórki, jak część zostanie, to też nic się złego nie stanie🙂 Pamiętajmy jednak, że duża ilość skórek od orzechów może uczynić naszą nutellę gorzką. Orzechy można również uprażyć na suchej patelni.

Cukier mielimy blenderem na pył. Niektóre roboty kuchenne mają w instrukcji napisane, że nie należy mielić w nich cukru (nasz tak ma), więc bądźmy ostrożni, żeby nie zniszczyć robota. Ja w celu zmielenia cukru użyłam ręcznego blendera i dołączonego do niego wysokiego pojemnika (cukier się bardzo pyli).

Czekolady połamać na kostki. Mleko wlać do rondelka i włożyć do niego czekolady i masło. Podgrzewać na małym ogniu, dopóki czekolada się całkowicie nie rozpuści, cały czas mieszając. Nie gotować.

W międzyczasie obrane ze skórek i wystudzone orzechy wrzucić do malaksera wraz z cukrem. Bardzo hałasują😉 Mielić je tak długo, aż zaczną się zbijać w duże grudy i wytrąci się z nich tłuszcz (trwa to od 2 do 4 minut w zależności od mocy roboty i prędkości siekania). Zebrać je ze ścianek malaksera i dolać do tego rzadką masę mleczno-czekoladową.

Całość miksować jeszcze przez kilka minut aż się dokładnie połączy.

Ciepła masa będzie bardzo rzadka, ale w lodówce zastygnie, więc nie zrażajmy się tym. To najlepszy moment, by spróbować i potem z satysfakcją oblizywać palce🙂

Nutellę przełożyć do szczelnego pojemnika i wystudzić, po czym włożyć do lodówki.

Tak wygląda po zastygnięciu :)

Tak wygląda po zastygnięciu🙂

Z tych proporcji wychodzi nam ok. 500 ml nutelli. To dość sporo, zwłaszcza, że trzeba to szybko zużyć, ale obiecuję Wam, że się nie zmarnuje.

Masa z bliska

Masa nutellowa z bliska

Omnomnomnomnom...

Omnomnomnomnom…

Pyszne domowe pesto bazyliowo-pomidorowe

Absolutnie uwielbiam blog Weelicious. Babeczka, która go prowadzi wyznaje podobne wartości, co ja w kwestii gotowania. Ma też małe dzieci, więc bez przerwy przedstawia przepisy, które będą dla dzieci odpowiednie. Szkoda tylko, że wrzuca tak mało zdjęć swoich potraw, ale ja też z tym nie szaleję jakoś szczególnie ;) Choć już zaczynam myśleć o tym, żeby sprawić sobie lustrzankę… Ale wtedy sądzę, że Internet pęknie w szwach od zdjęć moich kotów.

Wracając jednak do Weelicious, to regularnie wyszukuję tam jakieś przepisy, które potem testuję. Tym razem padło na pesto bazyliowo-pomidorowe. Nigdy nie lubiłam robić sama pesto, bo mam wrażenie, że wychodzi tego strasznie mało, aż po prostu niesprawiedliwie mało jak na ceny świeżej bazylii. To pesto jednak absolutnie rządzi. Nieco zmieniłam proporcje i voilla.

Pełnoziarniste spaghetti z bazyliowo-pomidorowym pesto

Pełnoziarniste spaghetti z bazyliowo-pomidorowym pesto i z pomidorkami koktajlowymi

Składniki:

  • pęczek bazylii (kupiłam w Lidlu w doniczce i zużyłam wszystko)
  • 3/4 szklanki migdałów w słupki
  • jedna puszka pomidorów krojonych
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i pieprz (odrobina, świeżo zmielone)
  • 3-4 kopiate łyżki tartego parmezanu
  • 2 ząbki czosnku

Migdały wysypać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i zrumienić w piekarniku nastawionym na 180°C. W moim piekarniku po zaledwie pięciu minutach wszystkie były już brązowe, a część niestety się przypaliła, więc trzeba tego bardzo pilnować. Można również uprażyć je na suchej patelni. Wystudzić.

Bazylię poodrywać od gałązek, dokładnie opłukać i osuszyć. Pomidory dokładnie odsączyć z płynu. Czosnek obrać. Wszystko (wraz z oliwą, parmezanem, solą i pieprzem) umieścić w malakserze i najpierw siekać pulsacyjnie, a potem w normalnym trybie aż wszystko się zmiksuje na w miarę gładką papkę. W połowie miksowania należy zebrać ze ścianek łyżką liście bazylii.

Takie pesto idealnie pasuje do każdego makaronu i jest również przepyszne do dań na zimno. Można je też z powodzeniem mrozić w mniejszych porcjach i przechowywać na późniejsze okazje. Przykryte łyżeczką oliwy można przechowywać w lodówce do ok. 2 tygodni w szczelnie zamkniętym pojemniczku.

Ale gwarantuję Wam, że zejdzie jednego dnia na obiad i na dwa następne dni na lunchbox🙂

Makaron pełnoziarnisty świderki z pesto, kiełkami i pomidorkami koktajlowymi

Makaron pełnoziarnisty świderki z pesto, kiełkami i pomidorkami koktajlowymi

Baaaaardzo pożywny i zdrowy lunch. Dla jednej osoby gotujemy nieco ponad pół szklanki makaronu. Można do tego dodać łososia, kukurydzę, kawałki kurczaka i inne rzeczy, ale tak naprawdę nie ma absolutnie potrzeby🙂

Smoothie idealne na długi weekend

To chyba najlepsze smoothie ze szpinakiem, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Przyznaję, że jego kolor znowu pozostawiał wiele do życzenia, ale w smaku – rewelacja. Idealny na zakończenie dnia, na rozpoczęcie dnia, zamiast kolacji, do obiadu, na deser. Dzięki dużej ilości owoców to smoothie jest bardzo słodkie, dzięki czemu pije się je z większą przyjemnością.

W zależności od preferencji, mrożone owoce można najpierw rozmrozić. My o tej porze roku zdecydowanie wolimy smoothie w temperaturze pokojowej, więc mrożone owoce poszły na chwilę do mikrofalówki.

Smoothie owocowe ze szpinakiem

Smoothie owocowe ze szpinakiem

Składniki:

  • pół melona
  • wysoka szklanka mrożonych malin i truskawek (można też użyć po prostu malin albo truskawek)
  • 2 duże garście szpinaku
  • 1 kiwi
  • 2 kopiate łyżeczki lnu mielonego (u mnie o smaku cytrynowym)
  • woda mineralna

Najpierw do blendera wrzucamy szpinak i zalewamy go wodą. To miksujemy do uzyskania rzadkiej, soczyście zielonej papki. Wsypujemy len mielony i jeszcze chwilę miksujemy. Kiwi obieramy i kroimy na ćwiartki. Melona kroimy w kostkę. Rozmrożone truskawki i maliny wrzucamy do blendera z całym sokiem, jaki puściły podczas rozmrażania. Można do całości dodać jeszcze trochę wody, w zależności od tego, czy wolimy gęstsze smoothie, czy rzadsze.

A oto najlepszy sposób na obieranie i krojenie melona:

Byłam bardzo sceptyczna do tego sposobu obierania i krojenia melona, ale moim zdaniem jest absolutnie najlepszy. Wygodny, szybki i totalnie niezawodny.

Życzę wszystkim udanej Majówki😉 My wybieramy się po zastrzyk adrenaliny do niemieckiego Heide-Parku🙂

Perfekcyjne frytki

Nareszcie! Nareszcie udało mi się zrobić idealne frytki. Chrupkie z zewnątrz, miękkie w środku, sztywne, nieprzesiąknięte tłuszczem, ale też nie wysuszone.

Ale zacznijmy najpierw od pewnej przeszkody, która dotychczas dość mocno uniemożliwiała mi przygotowanie dobrych frytek – NIENAWIDZĘ gotować ziemniaków. Nie cierpię po prostu. Ani na kuchence gazowej nie potrafiłam ocenić czasu ich gotowania, ani na kuchence indukcyjnej nie potrafię. Nigdy nie umiem dobrać odpowiedniej ilości soli i zawsze biorę za mały garnek.

Z tego też powodu do każdego obiadu robiliśmy sobie zawsze puree z różnymi przyprawami, z żółtym serem itp. Nie zrozumcie mnie źle – super sprawa, ale dla takiego frytkomaniaka jak ja, to za mało.

Próbowałam mnóstwa możliwości – robiłam paczkowane w oleju, paczkowane w piekarniku, ze zwykłych ziemniaków w oleju, ze zwykłych ziemniaków w piekarniku, używałam koszyczka do smażenia na głębokim tłuszczu i przypraw i oliwy, najróżniejszych rodzajów oleju itp., itp. Porażka na całej linii.

Ale spójrzcie na to:

Idealne frytki

Idealne frytki

Składniki:

  • ziemniaki (według uznania, ale ok. 1kg powinien wystarczyć w zupełności)
  • olej roślinny (ok. 1-2 łyżek stołowych, ale może być mniej)
  • sól (opcjonalnie)
  • przyprawy (opcjonalnie)

Nigdy bym nie pomyślała, że frytki z piekarnika będą takie pyszne. 

Anyway, ziemniaki obieramy, opłukujemy i kroimy w słupki. Gotujemy NA PARZE. Ha, oto cały mój sukces. Naprawdę bardzo, bardzo lubię mój nowy parowar. Na najniższym poziomie gotowałam je ok. 10 min – tak, żeby były jeszcze lekko twardawe w środku, ale podgotowane na brzegach.

Do szerokiej miski wlewamy olej. Możemy wmieszać do niego przyprawy, np.: paprykę ostrą, paprykę słodką, sól, pieprz itp. Ja najbardziej lubię wersję, którą po prostu posypuję solą na talerzu.

Potem na blachę wykładamy papier do pieczenia i wysypujemy na niego ziemniaczki wymieszane w oleju i w przyprawach. Starajcie się, by nie leżały one na sobie – najlepiej się spieką, jeśli będą leżeć jedną warstwą.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy ok. 20 minut, mieszając je w trakcie kilka razy. Będziecie widzieć, że są gotowe🙂

Idealne frytki

Omnomnomnomnom :)

Omnomnomnomnom🙂

Danie główne: Muttar paneer

Na początku muszę się przyznać do dwóch rzeczy:

1. Mój muttar paneer to tak właściwie muttar halloumi, ponieważ w sklepie najzwyczajniej w świecie nie mieli sera paneer, nie miałam czasu zrobić go sama (to był taki obiad na hurra), więc podczas wyprawy rowerowej po okolicy zaopatrzyłam się w ser halloumi z dodatkiem chilli. Ser halloumi jadłam po raz pierwszy w chickenburgerze z sieci restauracji Nandito, gdzie bardzo mi zasmakował (w ogóle uwielbiamy Nandito) i byłam miło zaskoczona, widząc go w lodówce w malutkiej, osiedlowej Chacie Polskiej. I szczerze mówiąc, sądzę, że pasuje lepiej niż paneer, bo jest mocno słony i lekko ostrawy dzięki chili.

2. Uwielbiam kuchnię indyjską. Mamy w Poznaniu fantastyczną restaurację indyjską, Taj-India (z równym rozrzewnieniem wspominam też gdyński Taj-Mahal), do której chodzimy raz na jakiś czas, zazwyczaj z powodu jakiejś specjalnej okazji. Zazwyczaj pochłaniam tam wszystko, co w dziale wege (koftę, warzywka, pakorę i wszystkie wariacje na temat sera paneer), a Mążonek wsuwa jagnięcinę.

Do rzeczy. Przy zakupie parowaru kupiłam też SUPER książkę o kuchni wegetariańskiej. Szukałam książki tego typu już od bardzo dawna i wszędzie znajdowałam albo jakieś megawymyślne, albo cieńsze niż broszura o środku na odrobaczenie dla kotów. Ta jest super – podzielona na kilka działów, z obszernym wstępem. “Kuchnia wegetariańska”, wydawnictwo Olesiejuk. Ja kupiłam w MediaMarkcie za 29,90 pln. What a deal🙂 No i stąd ten przepis, oczywiście z moimi wariacjami.

Muttar halloumi

Muttar halloumi

Składniki:

  • ser halloumi 300g (u mnie było chyba tylko 150g, mogłoby być zdecydowanie więcej)
  • opakowanie mrożonego groszku
  • puszka pomidorów krojonych
  • pół małej cukinii
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • ok. 2cm kawałek korzenia imbiru
  • przyprawy (u mnie: świeżo zmielony pieprz, kurkuma, papryka słodka, papryka ostra, mieszanka przypraw do kurczaka, cynamon, gałka muszkatołowa, curry)
  • ryż basmati
  • oliwa do smażenia

Ser pokroić w drobną kostkę, max. 0,5cm x 0,5cm. Na patelni rozgrzać oliwę i smażyć ser aż się zrobi złocisty ze wszystkich stron, często mieszając. Uwaga: ze względu na dużą ilość wody w serze, tłuszcz może strzelać. Ja o tym zapomniałam, ale zalecam odcisnąć ser na ręczniku papierowym przed wrzuceniem go na patelnię😉 Jak się usmaży, zdjąć i odsączyć z tłuszczu na ręczniku papierowym. Jak chwilę ostygnie, to jest to dobry moment na spróbowanie, jakie to smaczne.

Cebulę, czosnek i imbir drobno pokroić (najlepiej pulsacyjnie w malakserze). Na tej samej patelni rozgrzać jeszcze odrobinę oleju i chwilę smażyć cebulę, imbir i czosnek, aż będzie intensywny zapach. Jest to także dobry moment na to, by dodać przynajmniej część przypraw, np. curry, pieprz czy ostrą paprykę.

Na patelnię wrzucić pomidory z całym sosem z puszki, groszek mrożony oraz pokrojoną w ćwiartki cukinię. Cukinii w podstawowym przepisie nie było, ale miałam akurat w lodówce kawałek po nieudanych próbach robienia chipsów z cukinii, więc… Co mi szkodziło🙂

Na tym etapie najlepiej przykryć patelnię, ponieważ groszek trochę czasu będzie potrzebował na “dojście”. Dusić przez kilkanaście minut, często mieszając i dodając przyprawy według uznania. Danie powinno bardzo intensywnie pachnieć🙂

(W międzyczasie przygotować ryż basmati – wrzucić ryż do zimnej wody w proporcji: 1 część ryżu na 6 części wody. Gotować ok. 8-10 minut na niewielkim gazie, czasem mieszając, po czym dokładnie odcedzić.)

Na koniec smażenia na patelnię dorzucić z powrotem ser, wymieszać i podawać od razu.

Danie jest pyszne, sycące i cudownie pachnie. Brakowało mi garaam masali oraz kuminu, żeby była pełna gama zapachów, ale udało mi się to jakoś zrekompensować. Bądźmy bardzo ostrożni z używaniem soli w tym daniu, ponieważ ser jest bardzo słony. A poza tym sól jest niezdrowa, więc ograniczajmy jej spożycie tak generalnie🙂

Muttar halloumi

Muttar halloumi

Jak urozmaicić nudną kanapkę?

Kanapki są nudne. To jest fakt.

Kromka chleba z serem albo wędliną to absolutna nuda, pomijając już fakt, że wcale to nie jest smaczne. Całe życie przeciwstawiałam się kanapkom do szkoły i na uczelnię, nie mogąc znieść tego, że są tak obrzydliwie suche i generalnie nie do przełknięcia. Zgniłe kanapki notorycznie moja mama wyciągała z mojego plecaka, kiedy byłam dzieckiem i zapomniałam w drodze ze szkoły rzucić kanapkę kaczkom. No wiem, wędlina drobiowa dla kaczki – coś tu nie tak. Ale byłam dzieckiem, give me a break.

Dopiero niedawno zaczęłam się powoli przekonywać do kanapek. Dobre pieczywo i wędlina to rewelacyjna BAZA pod kanapkę. Nie musi być nawet masła – wystarczy dużo lżejszy serek typu Almette, a możemy też w ogóle z masła zrezygnować.

Co możemy dodać do kanapek, by je urozmaicić:

  • sałata lodowa – bardzo długo zachowuje świeżość, jest słodka, chrupiąca i bardzo wilgotna;
  • kiełki – zdrowe, pożywne, wypchane witaminami i minerałami; również doskonałe dla dzieci;
  • papryka – czerwona jest najsmaczniejsza, bo najsłodsza, ale każdy kolor pasuje idealnie;
  • ogórek świeży – mimo że przez większość roku jest drogi, wciąż warto raz na jakiś czas go kupić na kanapki. A jeśli zostanie, zawsze można zrobić lekką mizerię na jogurcie naturalnym, sos tzatziki na jogurcie greckim albo dodać pokrojonego i obranego ogórka do zielonego smoothie;
  • pomidor – mimo że przetworzone pomidory mają więcej wartości odżywczych, świeże pomidory to wciąż doskonałe źródło potasu, magnezu, fosforu i wielu cennych witamin; doskonałe dla dzieci w okresie wzrostu, idealnie urozmaicą każdą kanapkę (pamiętajmy, by nie mieszać ich ze świeżym ogórkiem);
  • awokado – choć dość kaloryczne, awokado uważane jest za jeden z najwspanialszych darów natury; bogate w witaminy z grupy B i witaminy E i C, a także magnez, potas i fosfor syci na długo, pomaga zwalczać bóle miesiączkowe i anemię; na kanapki pasuje jako dodatek do czegoś jeszcze, ponieważ samo nie ma szczególnie intensywnego smaku;
  • rukola, świeży szpinak, roszponka etc. – wszystko, co zielone, będzie pięknie wyglądać i smakować na kanapkach;
  • pesto – niestandardowy dodatek do kanapki z serem; użyte zamiast masła nadaje kanapce niepowtarzalnego smaku (choć jest kaloryczne);
  • amarantus – u mnie najczęściej dodatek do kanapek z wędliną i papryką; fantastyczne źródło wapnia, żelaza i cynku o delikatnym nienachalnym smaku pasuje idealnie nie tylko do owsianek i sałatek;
  • pieczony burak – pyszny, lekko słodkawy, choć mocno brudzący😉 burak może być niecodziennym urozmaiceniem kanapki, a przy okazji kolejnym zastrzykiem witamin;
  • …i wiele, wiele innych.
Przykładowa kanapka z wędlinką, papryką i amarantusem na chlebie ProBody :)

Przykładowa kanapka z wędlinką, papryką i amarantusem na chlebie ProBody🙂 Czyż amarantus nie sprawia, że ta kanapka wygląda od razu dużo ładniej?

Przez tę listę chciałam pokazać, ile możliwości daje zwykła, nudna kanapka. Warto się czasem zastanowić nad tym, robiąc kanapki do pracy czy do szkoły – do każdego posiłku powinniśmy spożywać 1-2 porcje warzyw lub owoców. Nie sposób to upilnować, kiedy jesteśmy poza domem, ale warto chociaż zadbać o urozmaicenie kanapek.

A do szczelnego opakowania możemy zapakować też pokrojoną w paski marchewkę i wsuwać w wolnych chwilach zamiast cukierków, czipsów czy batonów🙂

Zupki: Wiosenna zupa z groszkiem i fasolką szparagową

Miałam wczoraj już nadzieję, że zima sobie pójdzie. Wyobrażałam sobie, że obudzę się dzisiaj rano i będzie świecić słoneczko, a cały śnieg zalegający na chodnikach się roztopi. Niestety, obudziłam się do biało-szarego nieba i gęstego śniegu lecącego z tegoż nieba.

Cóż, nareszcie będę miała białe święta.

W tym roku święta u nas niestandardowo – zostajemy w domu z kotami, nigdzie nie jedziemy. Sierściuchów akurat mamy pięć – trzy własne oraz dwa tymczasowe. Zdecydowaliśmy także tworzyć własne tradycje świąteczne i w ten sposób nasze menu na święta to:

  • sernik na kruchym cieście z truskawkami i migdałami
  • makaron z sosem pomidorowym i jajecznicą
  • chili con carne
  • żurek ze smażoną kiełbasą
  • a na śniadanie – jajka na miękko i tosty (albo pankejki)

Przy okazji okazało się, że zgapiłam się z e-zakupami w Tesco, więc pewnie będziemy dzisiaj w nocy jechać na zakupy, żeby uniknąć jutrzejszych tłumów😉

Anyway, jeśli znudził się Wam ciężki żurek albo nie zdążyliście zrobić zakwasu, polecam na święta lekką, przyjemną wiosenną zupę z różnymi warzywami. Tak naprawdę to miała ona być lekka i przyjemna, ale ja jak zwykle nie znam umiaru w ilości używanych warzyw i zrobiłam wielki 5-litrowy garnek bardzo pożywnej zupy. Było na cały tydzień🙂

Wiosenna zupka z fasolką szparagową i groszkiem

Wiosenna zupka z fasolką szparagową i groszkiem

Składniki (na ten 5-litrowy garnek…)

  • porcja rosołowa
  • 4 marchewki
  • 2 pietruszki
  • pół małego selera
  • jasna część pora
  • 8-10 średnich ziemniaków
  • opakowanie mrożonej fasolki szparagowej
  • opakowanie mrożonego zielonego groszku
  • koperek suszony lub świeży (ja dałam i taki, i taki)
  • liście laurowe, ziele angielskie, sól i pieprz

Porcję rosołową dokładnie umyć i zalać wodą. Dorzucić pora. Pamiętajmy, żeby przy takich zupach nie solić mięsa na początku, ponieważ zupa może być mętna. Ugotować mięso na niedużym gazie, w połowie gotowania zbierając szumy. Wtedy też dorzucić liście laurowe (2-3) i ziele angielskie (3-5). Kiedy się ugotuje, wyjąć i odłożyć na bok wraz z rozgotowanym porem. Można zjeść takie mięsko samo albo przygotować z niego farsz do pasztecików, zrobić z niego drugie danie (np. z makaronem) itd.

Warzywa obrać, umyć i pokroić w drobną kostkę. Ziemniaki pokroić w trochę większą kostkę🙂 Wrzucić do gotującego się wywaru najpierw włoszczyznę i chwilę pogotować. Dorzucić ziemniaki, fasolkę i groszek. Gotować jeszcze przez kilkanaście minut aż ziemniaki zmiękną. Na koniec można doprawić solą, ew. Vegetą. Hojnie posypać też świeżym lub suszonym koperkiem (ja miałam i taki, i taki, więc dodałam oba). Dodatkowo jeszcze zupę na talerzu można ozdobić świeżym koperkiem.

Mały powiew wiosny🙂

Wiosenna zupka z fasolką szparagową i groszkiem - zabielona

Wiosenna zupka z fasolką szparagową i groszkiem – zabielona

A w takiej formie dlatego, że ja bardzo, ale to bardzo lubię dodawać śmietanę do zupy. Nawet do barszczu. Chyba tylko do rosołu nie daję😉

Smoothie: Mieszanka witaminowa o niezbyt zachęcającym kolorze

Jak często macie do czynienia z jedzeniem, które nie wygląda szczególnie zachęcająco, a okazuje się być absolutnie przepyszne (i do tego bardzo zdrowe)? Wystarczy przypomnieć sobie, jak wygląda zasmażany rozdrobniony szpinak albo chili con carne. Widok zdecydowanie bez szału.

Oto jak wyglądał mój dzisiejszy brunch:

Smoothie brokułowe z bananem i kiwi

Smoothie brokułowe z bananem, borówkami amerykańskimi i kiwi

Przy okazji można zobaczyć w końcu tę “kuchnię z kotami”. Szklanka stoi na pufie, która chwilę wcześniej została przeze mnie “odkłaczona”. I taki jest właśnie efekt tego odkłaczania. Cóż – when you have a cat, everything is a cat.

Składniki:

  • różyczki z jednego małego brokuła (sądzę, że łodygę też można by było użyć, ale nie chciałam ryzykować dzisiaj)
  • 1 duży, dojrzały banan
  • 1 kiwi
  • 70 g borówek amerykańskich
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • woda mineralna

Jak widzicie, zupełnie przez przypadek wychodzi z tego przepisu w stylu wegańskim. Na szczęście mnie to nie interesuje🙂

Różyczki umyć i wrzucić do blendera. Dolać wody (ok. jedna szklanka) i zmiksować na w miarę gładką masę. Banana i kiwi obrać i pokroić na mniejsze kawałki. Wrzucić do blendera wraz z borówkami i siemieniem lnianym. Dokładnie wszystko zmiksować.

Smoothie może się okazać zbyt gęste, wtedy należy po prostu dolać więcej wody. Jeśli będzie zbyt rzadkie, najlepiej dodać jeszcze pół banana albo po prostu wypić rzadkie. Ja zazwyczaj wolę zdecydowanie rzadsze.

Składników w tym smoothie nie udało mi się całkowicie zmiksować i przyznaję, że jest to jego spory plus – można sobie je trochę “pochrupać” w trakcie picia.

24 - smoothie brokułowe2

Oczywiście, jeśli komuś nie odpowiadają pływające kawałki bananów czy siemienia lnianego, może po prostu miksować to dłużej i na większej mocy.

A pozostając w dobrym tonie zdrowego odżywiania, Tylda dzisiaj upolowała i zjadła kawałek żwirku silikonowego, a Azot zjadł kawałek styropianu. Na danie główne był Royal Canin, ale jak to tak bez przystawki🙂